Im częściej problem się powtarza, tym intensywniej powinniśmy szukać rozwiązania. To oznacza niekierowanie się emocjami, przeanalizowanie go, a w rezultacie znalezienie przyczyny. Tylko wtedy, gdy przyczyna jest znana, można zacząć poszukiwanie rozwiązania. Dlatego, najlepsze rozwiązania powstają zawsze na skutek dokładnej analizy. Im mniej jest niezależności w myśleniu, a więcej konformizmu, tym bardzie analiza jest zastępowana przez ideologię, co prowadzi do nieskuteczności, a w konsekwencji dalszych problemów. Każdy, kto widział lawinę śnieżną, jest w stanie łatwo to sobie wyobrazić.
Powyższe rozumowanie można odnieść do religii. Artykuły o kościele katolickim często dotyczą emocjonujących skandali. Poza tym, niektórzy twierdzą, że religia to "opium dla mas" (zakładając przy tym, że do nich nie należą). Prawda jest taka, że religia nie jest ani źródłem skandali, ani żadnym opium. Tak można sądzić tylko wtedy, gdy w grę wchodzą emocje zamiast logicznego myślenia. Spróbujmy użyć tego ostatniego, aby zidentyfikować, czym naprawdę religia jest.
Wszystkie znane religie musiały najpierw powstać, wiele innych na pewno się pojawi. O ludziach religijnych mówi się, że wierzą. Religia to w takim razie wolność wiary. Podczas, gdy filozofia poszukuje znaczeń pojęć ostatecznych, takich jak Bóg, śmierć, szczęście, religia ma je od razu zdefiniowane. Konkretna religia jest więc niczym innym, jak zastygłą w poszukiwaniach formą filozofii. To wcale nie musi oznaczać, że gorszą. Nie ma górnego limitu prawd, jakie może zawierać religia, natomiast poszukiwanie samo w sobie jest bezwartościowe (dopiero wyniki mogą mieć wartość). Jest ona zastygła w tym sensie, że poszukiwania w niej nie trwają, ale może dalej rozwijać się, gdy dodawane są do niej inne prawdy. Tak, jak ktoś może zgadzać się w wieloma filozofiami, zbierając ich niekonfliktujące ze sobą składniki, tak samo może akceptować różne religie. Nie ma niczego, co wymagałoby wiary wyłącznie w jedną religię, w przeciwnym razie nie byłoby wolności, a więc religii.
Gdy nie widzimy wyraźnie, możemy nie dostrzegać prawdziwych przyczyn problemów, a nawet tworzyć nowe i ich nie dostrzegać (można nawet zostać przygniecionym przez lawinę śnieżną i tego nie zauważyć, ale zazwyczaj jest już za późno, aby przedsięwziąć jakiekolwiek środki zaradcze). W powyższym akapicie dokonaliśmy subtelnego rozróżnienia wynikającego z rozumienia pojęć (zastygła, zniewolona forma nie może być religią). Sprawdźmy, jakie rozróżnienia nie są dokonywane w przypadku religii.
Zaskakujące jest sformułowanie "religia państwowa", gdyż wynika z nierozróżniania dwóch pojęć, z których się składa. Jak mówiliśmy, religia jest formą wolności. Państwo zaś nie może być niczym innym, jak formą zniewolenia. Tam, gdzie nie ma wolności, nie może być religii. Nie istnieje zatem coś takiego, jak religia państwowa (nie można łączyć materii z antymaterią bez towarzyszących temu konsekwencji). Rozwiązanie jest proste - należy zmniejszać ilość religii w państwie i państwa w religii. Truskawki w jogurcie mogą być dobrym pomysłem, ale na pewno nie religia w państwie.
Często mówi się o "zorganizowanej religii". Ponieważ państwo to organizacja, pojęcie to jest szerokie i zawiera w sobie "religię państwową". Niesie więc ze sobą wszystkie jego sprzeczności, a nawet więcej - od razu pokazuje, że każdy problem, jaki może wystąpić w organizacji, może też dotyczyć zorganizowanej religii. O ile do państwa trzeba należeć, do organizacji nie trzeba. Organizacja w łagodniejszych postaciach jest w takim razie znacznie mniejszym stopniem zniewolenia niż państwo, ale tak samo może to zniewolenie generować. O zauważaniu problemów mówiłem dlatego, że najpierw trzeba to zniewolenie zauważyć, aby móc cokolwiek z nim zrobić. Im bardziej człowiek jest wolny, tym więcej ma narzędzi do rozwiązania swoich problemów. Możliwość rozwiązywania problemów pozwala na przyglądanie się im niejako z perspektywy, bez paraliżującego strachu, że prędzej to on się upora z nami niż my z nim. Rosną wtedy możliwości ich identyfikacji, a co za tym idzie dostrzegania przyczyn problemów, które również mogą mieć swoje przyczyny. Nie ma rozwiązań bez wolności.
Powtarzające się skandale w kościele katolickim pokazują, że mamy do czynienia ze znaczącym zniewoleniem Kościoła przez złudzenie, jakie próbuje on utrzymać wśród wiernych, o postępowaniu według zasad, jakie sam głosi. Kościół nie rozumie, że tym zachowaniem sam sobie szkodzi. Odbiera sobie wolność rozwiązywania problemów. Powstaje w ten sposób spirala pomniejszającej się wolności, aż wreszcie dochodzi do punktu, z którego nie ma innego "wyjścia" niż tuszowanie jakichkolwiek oznak nieprawidłowości. Tak, jak napisałem wcześniej, tam, gdzie nie ma wolności, nie ma rozwiązań. Podobnie, tam gdzie nie ma religii, jest mniej rozwiązań (gdyż nie każda wolność jest religią). Najlepszym sposobem powiększania wolności jest rozwiązywanie problemów. To, oprócz omówionego rozdziału religii od państwa, jest właśnie prawdziwym remedium na bolączki wszelkich zorganizowanych religii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz